DZIECIŃSTWO, MŁODOŚĆ, SEMINARIUM I KONSEKRACJA BISKUPIA STANISŁAWA SIESTRZENCEWICZ-BOHUSZA

(LATA 1731-1774)

Życie i działalność metropolity Stanisława Siestrzencewicza-Bohusza wywołuje do dnia dzisiejszego wiele kontrowersji w kręgach kościelnych historyków. W jaki sposób dzisiaj, po dwustu przeszło latach, można oceniać jego działalność i wyjątkową aktywność na różnorakiej niwie.  Żył on w bardzo trudnych dla Rzeczypospolitej czasach, wychowany w duchu kalwinizmu, miał później ciągłe problem z uznaniem prymatu papieskiego, stawiając czasami władzę świecką wyżej.

Wiele o jego realnych przekonaniach może mówić fakt, że w czasie swojego długiego życia (96 lat), ani razu nie zdecydował pojechać się do Rzymu, aby odbyć nie tylko pielgrzymkę do grobów pierwszych apostołów, ale również spotkać się z papieżem, głową Kościoła katolickiego. Doskonale wiedział, kim jest Biskup Rzymu, dlatego, że w Kolegium Pijarów w Warszawie publicznie obronił swoją pracę naukową o nieomylności papieża. 

Współcześni pierwszemu metropolicie mohylewskiemu wydawali o nim różne świadectwa: od niebywałych pochwał i panegiryków na jego część, do diametralnie przeciwstawnych o nim opinii. W dzisiejszych czasach dostępne są już liczne archiwalia w Rosji, Białorusi, na Ukrainie, czy też na Litwie związane z abp. Siestrzencewiczem. W związku z tym coraz pełniej będzie wyrysowywać się jego postać na tle różnych uwarunkowań historycznych, religijnych, czy też społecznych. W związku z przygotowywaną międzynarodową konferencją o pierwszym mohylewskim metropolicie wydanie tego kwartalnika jest poświęcone jego osobie. W tym artykule chcielibyśmy zatrzymać się nad młodością przyszłego metropolity i jego powołania do kapłaństwa, gdyż te fakty z jego życia są najmniej znane. Nie będzie to jakaś historyczna ocena jego życia, chociaż pewne elementy krytyczne będą w niej występować. Mam nadzieje, że kiedyś będzie można dokonać krytycznej, a zarazem obiektywnej oceny działalności abp. Siestrzencewicza.

Jesienią 1996 r. zostałem proboszczem kościoła św. Stanisława w Sankt Petersburgu, świątyni metropolitarnej, którą w latach 1823-25 wybudował pierwszy arcybiskup mohylewski. Został w tym kościele pochowany, a miejsce jego pochówku było później jeszcze trzykrotnie zmieniane. Po 60 latach przerwy w funkcjonowaniu kościoła, jego grobowiec na jesieni 1997 r. został odnaleziony pod posadzką kościoła. Jest to też paradoks historii, że jego grób zachował się, podczas gdy groby innych metropolitów mohylewskich na Cmentarzu Wyborskim w Petersburgu zostały przez władzę bolszewicką zniszczone.

Omawiając młodość pierwszego metropolity mohylewskiego chcielibyśmy przede wszystkim wykorzystać wiadomości zawarte w niewielkiej książeczce wydanej w Wilnie w 1827 r. Chodzi o druk  „Mowa miana nad grobem Jaśnie Wielmożnego Stanisława Siestrzeńcewicza-Bohusza, metropolity kościołów rzymsko-katolickich w Rossyi, arcybiskupa mohilewskiego etc. 15 decembra 1826 roku przez Stanisława Parczewskiego doktora teologii w kościele parafialnym, nowoustawionym w Petersburgu na Kołomnie”. W niej to zostało zawarte  kazanie pogrzebowe nad trumną metropolity wygłoszone do zebranych dygnitarzy przez ks. Parczewskiego,  bliskiego współpracownika metropolity.  Mowa ta została wydana w formie książeczki i opatrzona odpowiednimi przypisami dotyczącymi zwłaszcza lat młodzieńczych metropolity.  Jest do pierwszy oficjalny komentarz stronnika arcybiskupa, który to ukazał się dwa lata po jego śmierci.  Ks. Parczewski odziedziczył całą korespondencję i twórczość arcybiskupa, obiecując w późniejszych czasach bardziej pełniej przedstawić jego życie.

Autor tej publikacji pominął jednak niektóre fakty z młodości arcybiskupa i dlatego też wykorzystałem przy pisaniu tego artykułu informacje zawarte w pracy naukowej Michaiła Popowa. (Попов М.А. Митрополит С. Богуш-Сестренцевич: роль в формировании правительственной политики по отношению к Римско-католической Церкви на белорусских землях (конец XVIII – первая четверть XIX в.). Минск 2008 (рукопись).

Już w pierwszym przypisie do swojej mowy pogrzebowej ks. Parczewski dał krótką charakterystykę i zaznaczał, że: „Jaśnie Wielmożny Stanisław Siestrzencewicz-Bohusz, Arcybiskup Mohylewski, Metropolita kościołów katolicko-rzymskich w Państwie Rosyjskim , Kapitulny Administrator wakującego Wileńskiego Biskupstwa, Prezydent Kolegium Katolicko-Rzymskiego, Komandor Orderu św. Andrzeja, Kawaler wielkiego Krzyża św. Aleksandra New­skiego, św. Włodzimierza pierwszej klasy, św. Jana Jerozolimskiego, Kawaler Orderu św. Anny pierwszej klasy, Orderów polskich Orła Białego i św. Stanisława klasy pierwszej, Członek honorowy Uniwersyte­tów Krakowskiego, Wileńskiego, Moskiewskiego, Dorpackiego, Charkowskiego, Abowskiego, Członek Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie, w Ry­dze; Akademii umiejętności i Towarzystwa Ekono­micznego w Petersburgu i Rolniczego Towarzystwa w Londynie, urodził się 3 września 1731r.…”

Rodzina

Jego rodzice mieszkali we wsi Zanki w dawnym powiecie Wołkowyskim Nowogródzkiego Województwa (dzisiaj Świsłocki powiat Grodzieńskiego Obwodu). Byli nimi:  Jan Siestrzencewicz, starosta Michniewski (1687-1771)  i Kornelia Odyńcowa (1698-1773), strażnikówna Wiłkomirska.  Umarła ona od gruźlicy w wieku 75 lat.  Ojciec jego był kalwinem, matka natomiast katoliczką.  Dlatego też Stanisław został ochrzczony w kościele w Zabłudowie w dniu 5 września przez ks. Krzysztofa Bożyłowskiego (dzisiaj Zabłudowo, k. Białegostoku).

Bohusze, wiedli swój ród od Siestrzencewiczów,  który dzielił się na dwa pokolenia: jedne Odyńca, drugie zaś było nazwane Strzałami. Jedni, jak i drudzy przywędrowali do Polski ze Śląska jeszcze w czasach Władysława Jagiełły, a raczej uciekli z tych ziem. W  tym miejscu ks. Parczewski opisuje zawiłą historię rodu Siestrzencewiczów-Bohuszów. Mówi o ich licznych wojnach między sobą o ziemie i dobra. Wspomina jednocześnie zasługi ich rodu dla Rzeczypospolitej.  Jeden z ich rodu (Jan Piotr Bohusz Siestrzencewicz)  w 1518 r., za króla Zygmunta I, uczestniczył  nawet królewskiej delegacji  do papieża.

U Stanisława byli jeszcze dwaj bracia i przynajmniej pięć sióstr. Sam przyszły metropolita był drugim dzieckiem w rodzinie. Pierworodnym była jego siostra Dorota. W marcu 1737 r. w rodzinie Siestrzencewiczów pojawiło się trzecie dziecko Regina. We wrześniu przyszła na świat Helena, w końcu czerwca 1741 г. – Jan Leon, a w lutym 1742 г. –  Petronela-Konstancja.  W swoim dzienniku wspomina abp. Siestrzencewicz  i to nie jeden raz  imię  także swego brata Ludwika, w testamencie zaś  - imię siostry Anny (Rykaczewskiej). Tym sposobem przyszły metropolita żył w wielodzietnej rodzinie przepojonej duchem protestantyzmu.  Przywiązanie do swojej rodzin u Stanisława zostało do końca życia i często przez swoich przeciwników był obwiniany nepotyzmie. Wkrótce po urodzeniu się Stanisława jego rodzice przejechali do majątku Bali położonego w województwie Trockim. Ostatecznie rodzice uzgodnili, ze ich wszystkie dzieci będą wychowywane w wierze ojca.

Trudne dzieciństwo

 Stanisław przyszedł na świat bardzo schorowanym, gdy miał 5 miesięcy dostał wysokiej gorączki, którą wyleczono tylko spuszczeniem krwi. Gdy zaś miał dwa lata nabawił się ospy, która o mało co, nie przeniosła go w inny świat. W związku ze słabym zdrowiem rodzice w wieku 7 lat dopiero zainteresowali się jego nauką. Posłali go do majątku Jana Konarskiego w Burnianach,  u którego nauczał P. Kosaryn, wędrowny pedagog. Tutaj Stanisław uczył się tylko przez trzy miesiące, gdyż jego ojciec zaprosił owego  nauczyciela  do swego majątku wraz ze wszystkimi jego uczniami.

W taki sposób w ówczesnej Polsce szlachta kształciła swoje dzieci.  Ci nauczyciele byli nazywani bakałarzami. To oni w trudno dostępnych i odległych powiatach uczyli szlacheckie dzieci. Uważani byli za filozofów, ale ich wiedza często kończyła się na znajomości języka łacińskiego, który uczyli za pomocą trudnych prawił Alwara. Uczyli także logiki według zasad Arystolesa i szkoły Solernu. Przyuczali także do zasad prowadzenia gospodarstwa wiejskiego czy też geometrii praktycznej. Często też uczyli poezji i sami pisali wiersze, które uczniowie powinni byli zapamiętywać i w czasie różnych rodzinnych uroczystości recytować.

Kolegium w Kiejdanach

W wieku 12 lat (1743 r.) Stanisław został przeniesiony do Kolegium w Kiejdanach, które należało do gminy kalwinów. Zamieszkał na pensji u pani Haliburton wraz ze swoimi rówieśnikami: Wołkiem, Gerlachem, Czyżem i Konarskim. Dyrektorem tej szkoły był Żuk, wicedyrektorem Wielamowicz, a Swida był w niej kaznodzieją. Uczył się tutaj Stanisław przez dwa lata i rozwinął  tutaj zwłaszcza swoje zdolności poetyckie.

W tym czasie panowała już moda, aby rodzice wysyłali swoich dzieci na dalsze studia za granicę.  Tak było też w przypadku bliskich  znajomych Stanisława: Glinki i Estki. I o takich studiach on też zaczął marzyć.   Odpowiednia chwila dla Stanisława, aby ojciec wyraził na nie zgodę,  wydarzyła się podczas pogrzebu ich krewnego Wołka, chorążego Starodubowskiego w Żupranach.  Było to w dniu 24 czerwca 1745 r., gdy czternastoletni Stanisław wygłosił piękną mowę pogrzebową pod wrażeniem której zostali wszyscy jej uczestnicy.  Wówczas krewni  ojca Stanisława wzięli od niego uroczyste przyrzeczenie, że swego syna pośle na dalsze studia do Berlina.   

W armii pruskiej

W dniu 17 sierpnia 1745 r. nastąpiło pożegnanie Stanisława z domem rodzinnym. Ojciec odprowadził swego syna do Królewca, a stamtąd miał on udać się przez  Gdańsk i  Sztargard (Szczeciński) do Berlina, gdzie miał na niego czekać  ich daleki krewny Oskierko, urzędnik w pruskiej administracji.  Ojciec odprawiając swojego syna  dał mu jednocześnie znaczną sumę pieniędzy.  W Stargardzie jednak w jednym z zajazdów  Stanisława spotkało wielkie nieszczęście, gdyż  ktoś w nocy ukradł jemu wszystkie pieniędze. Był on w wielkiej rozpaczy, zażądał od właściciela oberży, aby zatrzymać czeladź domową i dokonać u nich rewizji. Świadkiem tej ostrej wymiany zdań był porucznik Zastrow przysłany z Dessau w celu zabrania żołnierskiego sprzętu z Berlina przez naczelnego dowódcę księcia Leopolda d`Anhalt. Widząc trudne położenie, w jakim znalazł się Stanisław (który nie mógł ukryć swoich łez i łkania), zaproponował mu, gdy dowiedział się, że jest polskim szlachcicem, służbę w swoim regimencie w stopniu chorążego. Uspokajał młodzieńca, że wojna się wkrótce zakończy, że Prusy, zawarły już pokój z Anglią, że to samo wkrótce nastąpi z Austrią i Saksonią, a gdy nastanie pokój wówczas Stanisław będzie mógł zakończyć swoje studia.  Zyskując teraz wdzięczność monarchy i sławnego generała za wstąpienie do ich wojska.

O dalszych swoich losach opowiadał nam w swoim dzienniku sam abp. Siestrzencewicz. I tak, w końcu września 1745 r. został on przedstawiony księciu, który skierował go do żołnierskich ćwiczeń. Jego regiment został włączony w skład wielkiej armii, która zajęła miasto Halli.  Tutaj Stanisław został przydzielony do kompanii generała Kleista. Rozpoczęła się bitwa i Lipsk został zajęty. Potem całe wojsko poszło, aby połączyć się z armią księcia Leopolda. Na przeszkodzie stanęło jednak wojsko saskie. W dniu 15 grudnia 1745 r. rozpoczęła się bitwa o wieś Kasselsdorf. Kompania Stanisława stanęła do boju naprzeciwko oddziałom saskim, które były we wsi, a które ustawicznie z strzelały z armat wypuszczając kartacze. Dwa razy chciano zająć wzgórze, na którym znajdowała się wieś, jednak bez rezultatu. Ostrzelana z kartaczy większość żołnierzy poległa, w tym generał Kleist i werbownik Stanisława porucznik Zastrow.  Sam zaś Stanisław został ranny w prawą rękę, byle jak został obandażowany i umieszczony w jakieś chłopskiej chacie. Tam przez wszystkich opuszczony myślał, że już utraci rękę, gdy puchlina coraz bardziej wzmagała się.

Do jego chaty  wszedł jednak nagle podoficer z dokumentem w ręku i powiedział, że jeśli Stanisław nie może używać prawej ręki, to po odpowiednim opatrzeniu rany ma być odesłany do szpitala w Berlinie. Na drogę od imienia księcia Leopolda Stanisław otrzymał sto talarów.

Nauka w Berlinie

W dniu 26 grudnia 1745 r. Stanisław był już w Berlinie. Jego sytuacja była jednak bardzo trudna. Błąkający się po ulicach, z boląca raną w ręce i opuszczony przez wszystkich, młody człowiek był już blisko rozpaczy.  Bał się i nie chciał iść od razu do swojego krewnego Oskierki. W końcu spotkał życzliwego sobie przyjaciela  o. Amanda (Armanda), dominikanina, który mieszkał na przedmieściach Berlina w jednym z kościołów. Dominikanin, gdy dowiedział się, że jego ojciec żyje w 6 km od klasztoru dominikańskiego w Sejnach  (gdzie przeorem był jego przyjaciel  po rzymskich studiach) zaczął jemu pomagać.  Przygarnął Stanisława do siebie i służył mu wszelka pomocą, a nawet został jego duchownym ojcem. Ojciec Amand zaprowadził go do krewnego Oskierki i w ten sposób rodzina Stanisława mogła dowiedzieć się o jego przygodach.

Wtedy, aby pomóc synowi ojciec Stanisława otworzył w Banku Bitnera  w Berlinie rachunek na jego imię. Oskierko zaś postarał się, aby przyjęto jego do Joachimische Schule. Uczył się tutaj Stanisław zarówno języków nowożytnych: niemieckiego, francuskiego i angielskiego, ale także języków starożytnych: łaciny (uczył go Heyne – autor dysertacji filologicznych) i starożytnej greki (wykładowca Muzell).

Poziom jednak nauczania był tutaj słabym, co sprawiło, że pod wpływem szumnych kolegów Stanisław zaczął palić papierosy, pić piwo i chodzić na wieczorne zabawy. Mimo to,  w 1747 r. otrzymał  nagrodę za swoją pilność oraz publiczną pochwałę dobrych obyczajów. Zakończenie gimnazjum dawało Stanisławowi prawo ubiegania się o studiowanie na uniwersytecie.

Przy pożegnaniu, że Stanisławem o. Admant napisał do niego wzruszający list, który zakończył słowami: „Radzę ci między innymi, wziąć za wzór św. Marcina. Bóg dobry daje ci go do naśladowania, ponieważ On zrządził, że podobnie, jako ten święty, w 15tym roku od żołnierki zawód życia zacząłeś, spokojny twój charakter ułatwi tobie to naśladowanie, może jak on, zostaniesz akolitą, może biskupem, może, jak on, dożyjesz 81 roku. Lecz teraz bieżysz w zawodzie przygotowawczym do nauki, proś Boga, aby ci oznajmił powołanie, ucz się wszystkiego, nade wszystko zaś używaj pamięci, którą w wysokim stopniu posiadasz, pamiętając, że z wiekiem ten dar niszczeje”.

Studia uniwersyteckie

W dniu 8 października 1748 r. Stanisław był przyjęty na filozoficzny fakultet Uniwersytetu we Frankfurcie nad Odrą, gdzie uczył się z zapałem, zwłaszcza algebry i metody rozbiorowej starożytnych. Jednym z jego wykładowców był Beguelin, z którego filozofii wiele  skorzystał. W wolnych zaś chwilach  Stanisław studiował  prywatnie takich filozofów, jak:  Leibnitz, Tomasius, Wolff i Locke.

Na uniwersytecie fascynował się on także drugimi naukami. Ślad nam o tym zostawił sam abp. Siestrzencewicz w swoim pamiętniku. Pisał w nim o Dufeju, który 1733 r. przeprowadził doniosłe doświadczenia, po tym jak została odkryta elektryczność przez Ottona Guerick;  pisał o Ellercie, który  1746 r. pierwszy przeprowadzał  doświad­czenia nad przekształceniem metalów i nad cząstkami stałymi i siarczystymi wody. Wspominał także metropolita Liberhkuhna , który  w 1745 r. za pomocą szprycowania zdołał wykryć najdrobniejsze  gałązki fibr i żyłek, których subtelne rurki służyły za kanały w krążeniu krwi,  przez co zyskał też imię  geografa  ciał  organicznych.

Abp. Siestrzencewicz swoim dzienniku nie wahał się obok uczonych fizyków i filologów, umieścić również imienia księcia d'Anhalt, który jako pierwszy w wojsku za­prowadził użycie bagnetów odpornych, a tym samym potroił siłę swoich batalionów, które stały się ruchomą baterią potrajającą siłę ognia, co dawało Prusakom przewagę jednego przeciwko trzem.

W marcu 1750 r. u Stanisława zaostrzyły się bóle w ranionej ręce.  Rana ręki nie dawała mu ciągle pokoju, nie goiła się, miewał bóle, co przeszkadzało w studiach. Nie pomagali najlepsi lekarze, którzy po jego słowach dręczyli go cztery lata na próżno. W związku z tym zaczął on samodzielnie studiować nauki medyczne studiując fachową literaturę. Doprowadziło go to w końcu do odpowiedniej wiedzy leczniczej, także on sam wygoił naturalnym sposobem swoją rękę. Ta wiedza medyczna, była później przez niego wykorzystywana do końca życia.

Powrót do rodzinnego domu

W czasie studiów uniwersyteckich osobiste życie Stanisława pozostawiało wiele do życzenia.  Również ojciec niepokoił go w swoich listach, że dalej łożyć na jego studia i utrzymanie nie będzie w stanie i musi zaprzestać przysyłanie jemu pieniędzy.  W lipcu 1751 r. Stanisław okazał się w pokaźnych długach i nie mając nadziei na ich zwrócenie, postąpił bardzo nagannie, po prostu uciekł nocą z Frankfurtu.  Chciał drogą morską jak najszybciej dotrzeć  do rodzinnego domu i  tylko przez przypadek uniknął śmierci. Kapitan okrętu pocztowego na którym miał Stanisław odpłynąć, korzystając z pomyślnego wiatru, podniósł ko­twicę półgodziny wcześniej, zostawiając tym samym niektórych  pasażerów na brzegu.  Wśród nich był Stanisław, który zmuszony był takim obrazem wsiąść na inny statek, ale kilka dni później.  Gdy przybył do Pilawy, dowiedział się, że statek, który mu uciekł rozbił się i poszedł na dno  wraz z ludźmi i z całym ładunkiem. Dążąc do domu w miasteczku Ludwanowie zastał on jakiś jubileusz i tam uczestniczył w nabożeństwie  dziękując  Bogu za  cudowne ocalenie.

W dniu 27 sierpnia 1751 r., po sześcioletniej nieobecności Stanisław powrócił do rodzinnego domu. Była tam tylko jego matka, a syn okazał się figlarzem, mówiąc do sług, aby powiedzieli jego matce, ze przyjechał jakiś Niemiec z listem od Stasia. Matka go początkowo nie uznała, ale potem było pełne radości spotkanie.

Pierwsze prace i znajomości

Po powrocie do domu rodzinnego Stanisław Siestrzencewicz zaczął szukać dla siebie odpowiedniego zajęcia. W tym celu wysyła wiele listów  do różnych magnatów, ale bez początkowo bez rezultatu. W końcu natrafił na spór sądowy, który dotyczył ziemi i będąc świadkiem procesu w Wildzie, gdy geometra nie mógł sporządzić planów ziemi, uczynił to sam. Od tego czasu zaczął pracować w Grodnie jako prawnik, broniąc pokrzywdzone osoby w sądowych sprawach. Ciągle szukał jednak bardziej prestiżowej pracy i jego  kłopoty zakończyły się, gdy w czasie trwania walnego sejmu w Grodnie (2-26.10.1752) poznał warmińskiego biskupa Adama Grabowskiego, który zaproponował mu nawet powołanie kapłańskie. Na taką propozycję Stanisław odpowiedział, że jest jeszcze zbyt młody, ale od biskupa otrzymał już odpowiednie rekomendacje.

W 1753 r. obywatel Wołk, porucznik regimentu gwardii, włożył na Siestrzencewicza w imieniu księcia Stanisława Ignacego Radziwiłła, obowiązek sekretarza. Stanisław  ułożył wówczas  odę na okoliczność imienin księciu i ofiarował ją jemu samemu. Oda ta została następnie wydrukowana przez Franciszkanów w Wilnie.  Siestrzencewicz otrzymał później list od tegoż porucz­nika, w którym wyraził on nadzieję na to, że teraz on podejmie się wychowania niepełnoletnich dzieci księcia, gdyż znana jest wszystkim jego nabożność.  List ten kończył się słowami: „Dobre imię twoje wszystkich ku tobie zniewala, dałeś się poznać przez gust do nauk i przez religijne uczucia; nie dziwuj się tedy, że, z rozkazu mego naczelnika, udaję się do ciebie  i wzywam do obowiązku guwernera przy dzieciach Księcia. Gdy się raczysz poświęcić temu zatrudnieniu, uczynisz rzetelną przysługę dla Ojczyzny. Ty to przepiszesz drugim porządek naucza­nia.  Będąc równie przywiązanym do języka, jak do kraju swojego; przemawiać będziesz do dzieci przyjemnym dźwiękiem macierzystej mowy, a tym samem zawstydzisz owych, którzy uczą wszystkiego, prócz umiejętności, służenia ojczyźnie, wszystkich języków oprócz polskiego. Przybywaj bez odwłoki, oczekują cię niecierpliwie. Książę Biskup Warmiński wielce ci sprzyja, i domagał się najmocniej, aby cię zapisano w regimencie w randze Chorążego. /List datowany 7 października 1753 r./

Praca guwernera u Radziwiłłów

W listopadzie 1753 r. Siestrzencewicz przybył do majątku  w Żyrmunach (dzisiaj Woronowski powiat Grodzieńskiego Obwodu), gdzie znajdowała się  rezydencja  księcia Stanisława  Radziwiłła.   Równocześnie też Stanisław został chorążym w pułku Dragonów Litewskich.

W czasie 10. letniego przebywania na dworze Radziwiłłów zaszła częściowa u Siestrzencewicza metamorfoza jego poglądów. Wydaje się, że główną przyczyną jego przejścia z kalwinizmu na katolicyzm była nieudana miłość do pewnej dziewczyny. Ta, powiedziała mu, że wyjdzie za niego za mąż, jeśli ten zostanie katolikiem. Co też Stanisław szybko uczynił i w tej sprawie udał się do Wilna. Gdy wrócił, zamiast ręki dziewczyny usłyszał zarzut, że jeśli tak łatwo zmienił swoją wiarę, to i w uczuciach do niej będzie bardzo nie stały.  W ten sposób Stanisław doznał nieoczekiwanej miłosnej porażki.

Teologiczne studia i święcenia kapłańskie

W Żyrmuny do Radziwiłłów często przyjeżdżał prałat wileński Ignacy Massalski, którego Stanisław Siestrzencewicz oczarował swoją elokwencją i osobą. W końcu prałat zaproponował mu, aby raczej pomyślał o stanie duchownym, dzięki czemu otrzymałby nowe możliwości w karierze. Lepsze byłoby to, niż być stałym guwernerem u książąt. W 1759 r. razem ze swoimi wychowankami Stanisław udał się  do Warszawy, gdzie Mikołaj i Jerzy Radziwiłłowie byli przez ojca oddani na dalsza naukę do Kolegium Pijarów.  Razem z nimi na lekcje zaczął chodzić i Siestrzencewicz.  Moralna teologia, dogmatyka i kanoniczne prawo było wykładane przez o. Piotra Feliksa Mizerskiego.  Historię kościelną natomiast wykładał  prof. Symeon Bojdycki. Pod jego naukowym kierownictwem Siestrzencewicz  w 1762 r. publicznie obronił swoją rozprawę «De infallibilitate papae» czyli o nieomylności papieża.

W dniu 15 marca 1762 r. prałat Ignacy Massalski został biskupem wileńskim. On to u nuncjusza А. Durrini (27 marca 1763 г.) otrzymał dyspensę kanoniczną  potrzebną do święceń od tego, że Siestrzencewicz «był urodzony przez ojca niekatolika i był wychowywany w herezji”. W ten sposób została zdjęta ostatnia przeszkoda do stanu duchownego.

Po otrzymaniu takiej dyspensy  trzydziestodwuletni Siestrzencewicz został przyjęty na trzy miesiące do seminarium duchownego Księży Misjonarzy (kwiecień – lipiec 1763), w którym otrzymał wszystkie stopnie związane z otrzymaniem święceń kapłańskich. I tak:  7 kwietnia w kościele Niepokalanego Poczęcia w Warszawie był przez  bp. A. Załuskiego przyjęty do stanu duchownego. 29 maja w kościele Krzyża Św. był wyświęcony bp. J. Olendzkim na subdiakona, 12 czerwca był już diakonem, a 3 lipca został wyświęcony na księdza. W dniu 15 sierpnia 1763 r. ks. Siestrzencewicz odprawił swoją pierwszą mszę w życiu.

Szybka kariera duchowna

Korzystając z protekcji bp. J. Massalskiego i kurateli książąt Radziwiłłów młody ksiądz bardzo szybko zaczął robić karierę kościelną. Jeszcze 20 maja 1763 г. został on naznaczony przez bp. J. Łopatińskiego kanonikiem żmudzkiej kapituły.  W 1764 r. podczas bezkrólewia, Prymas Polski ofiarował mu plebanią właską na Spiżu. W tym też roku dwaj książęta Radziwiłłowie przedstawili go na probostwo w Krozach.  

W listopadzie 1765 r. otrzymał  od   króla Stanisława   Augusta Poniatowskiego  przywilej na  probostwo  w Homlu i Bobrujsku.    Wkrótce potem, gdy ks. Siestrzencewicz wydał  tłumaczenie   Makenzyniego (Chronicle History of health and most efficacions means to conserve i t, d.), Stanisław August naznaczył go na probostwo Homelskie i nagrodził orde­rem  św. Stanisława. 

Otrzymywane w ten sposób parafie służyły dla księży ich otrzymujących tylko, jako ich finansowe zabezpieczenie i decydowały o źródle ich dochodów. Sam zaś ks. Siestrzencewicz znajdował się u boku bp. Massalskiego w Wilnie.  Wkrótce też biskup postanowił nagrodzić swego wybrańca i naznaczyć go wileńskim katedralnym kanonikiem. W tym celu biskup poszedł na pewien konflikt z kapitułą.  Od nuncjusza А. Durrini  uzyskał zgodę na to, ze pierwszy wolny wakat w kapitule będzie przeznaczony dla ks. Siestrzencewicza. Wolny wakat pojawił się już w 1766 r. , kiedy to stary i schorowany ks. Adam Kołłątaj (zajmujący obowiązki prałata-kantora) zadecydował naznaczyć na swoje miejsce koadiutora (następcę), jakim miał być ks. AntoniZawadzki.  Przejętytakimuporemstarcabp. Massalski  w dniu 27 lutego 1766 r. na posiedzeniu kapituły podważył prawomocność decyzji ks. Kołłątaja i zaproponował naznaczyć koadiutorem ks. Siestrzencewicza. Kapituła jednak nie poszła za swoim biskupem i 14 czerwca 1766 r. oficjalnie naznaczyła ks. Zawadzkiego koadiutorem po ks. Kołłątaju.  Ks. Siestrzencewicz nie był zadowolony z tej decyzji i 6 listopada podał apelację do Wileńskiego Konsystorza.  Kościelny sąd rozpatrywał sprawę pół roku i w marcu 1767 r. ogłosił wyrok, który stanowił porażkę bp. Massalskiegoijegofaworyta.  Jednakprzytejokazjiks. Siestrzencewicz powinien był otrzymać w formie zadośćuczynienia 300 czerwonych złotych. Z tej sumy wypłacili jemu ostatecznie tylko jedna trzecią obiecanej kwoty.  Dopiero po dwóch latach (2 marca 1768 r.), po śmierci ks. Tomasza Korsaka Siestrzencewicz na koniec otrzymał tytuł wileńskiego kanonika i miejsce w katedralnej kapitule.

22 września 1766 r. hrabia  Sapieha  ofiarował mu altaryą św. Karola, na którą był przez  oficjała Karpia wprowadzony w dniu  18 stycznia w 1767 r. 

Administrator diecezji wileńskiej

W tym czasie bp. Massalski tak dowierzał ks. Siestrzencewiczowi, że to jemu powierzał administrację diecezji wileńskiej podczas swoich zagranicznych wyjazdów (w latach1766-1767 i 1771-1772). W dniu 29 lipca 1771 r. przyznano jemu godność generalnego administratora biskupstwa wileńskiego. 

W dniu 13 listopada  1771 г., podczas nieobecności swojego biskupa, ks. Siestrzencewicz w katedrze wileńskiej powiedział emocjonalne kazanie, które przeszło do historii i zapewniło jemu dalszą karierę. Otóż z jednej strony był on pod wpływem śmierci swojego ojca, który zginął w pożarze domu broniąc go przed barskimi konfederatami (9 listopada 1771 r.). Z drugiej zaś strony jeszcze bardziej zdumiewał go fakt, że konfederaci odważyli się porwać w dniu 3 listopada 1771 r. w Warszawie króla Stanisława Poniatowskiego (lecz następnego dnia go wypuścili). W swoim kazaniu ks. Siestrzencewicz osądził wszelką próbę występowania przeciwko władzy królewskiej i wezwał naród do wierności swojemu monarsze. Mówił wtenczas: „Straciłem swego ojca, upadł we własnym swoim domu, pod razami nikczemnych zabójców. Jeszcze tleją ognie, które oświecały błagalną za jego dusze ofiarę; krew jego o pomstę woła, ale Bogu moją krzywdę polecam; błogosławmy raczej Niebu, że dla ocalenia naszego króla, poplątał zamyślane spiski kilku buntowniczych poddanych. Powinniśmy kochać tego Księcia, ponieważ on jest naszym bliźnim; powinniśmy go czcić i słuchać, ponieważ Najwyższy Królem go nad nami postawił”.

Rozgłos tego kazania miało dla kanonika Siestrzencewicza ogromne znaczenie. Dzięki niemu zasłużył on jeszcze bardziej na przychylność polskiego króla, a z drugiej strony na jego osobę zwrócił uwagę poseł rosyjskiej cesarzowej (G. Saldern). Jedna z wersji historycznych mówi nawet o tym, że sam Stanisław August i Katarzyna II w katedrze wileńskiej słuchali wówczas Siestrzencewicza, ale wydaje się to raczej niemożliwe.  Jedno jest natomiast pewne, że król polecił kazanie młodego księdza rozpowszechnić przez jego druk. Uczyniono to najpierw w Wilnie, a potem jeszcze raz w drukarni Kor­pusu Kadetów w Warszawie.   

Wykorzystując ten moment ks. Siestrzencewicz  napisał, a następnie  wydał drukiem w Wilnie uwagi filo­zoficzne dotyczące zamachu na króla pod tytułem: „Providentiae divinae evidens argumentum, Consideratio historico-philosophica   de summo Regis  periculo  1771 die 3 novembr”. Ks. Siestrzencewicz tak silnie przeżywał napad przeciwko osobie panującej, ze oprócz tego ułożył poemat w pię­ciu pieśniach, który zatytułował „Król ocalony”.

W 1773 r. Stanisław August przysłał ks. Siestrzencewiczowi własnoręczny list z obie­tnicą probostwa w Bobrujsku na które wszedł w tymże samym roku, tuż po podniesieniu go do biskupiej godności.  

Koadiutor biskupa wileńskiego

24 czerwca (5 sierpnia) 1772 r. Sankt Petersburgu była podpisana tajna konwencja o rozbiorze Rzeczypospolitej. W ten sposób do Rosji zostały przyłączone rzymsko-katolickie parafie ze smoleńskiej, wileńskiej i inflanckiej diecezji. Razem było 57 parafii z 90 tys. wiernych.  Żaden z biskupów wymienionych diecezji nie chciał przynieść przysięgi na wierność Katarzynie II.

Rząd rosyjski chciał stworzyć jakieś  kościelne administracyjne struktury zarządzania. Rzymska Kuria występowała jednak, aby struktury i przywileje, które do tej pory były na tych ziemiach w pełni zachować. W związku z tym rząd carski zaczął samodzielnie wypracowywać swoją politykę w stosunku do Kościoła katolickiego. Jesienią 1772 r. wypracowano już plan, aby na ziemiach zabranych od Polski utworzyć jedną strukturę kościelną, zarówno dla rzymskich katolików, jak i unitów.  22 listopada (3 grudnia) 1772 r. na posiedzeniu Państwowej Rady zaopiniowano ten projekt, tak, że Katarzyna II mogła podpisać odpowiedni dekret w dniu 10 (21) grudnia 1772 r. W dniu 14 (25) grudnia 1772 r. dokument ten został skierowany do Senatu.  W nim zostało założone szybkie powstanie rzymsko-katolickiej diecezji  wraz z naznaczonym jej pasterzem.

Początkowo rząd rosyjski zwrócił się z propozycją objęcia tak nowo utworzonej diecezji do biskupa włocławskiego Antoniego Ostrowskiego,  obiecując mu przy tym 40 tys. rubli rocznego wsparcia. Ten jednak stanowczo odmówił. Wówczas Z. Czernyszew zaproponował  biskupowi wileńskiemu  Ignacemu Massalskiemu, aby ten naprawił jednego ze swoich biskupów pomocniczych na ziemie, które odeszły  od Polski. Biskup Massalski w tej sprawie zwracał się najpierw do biskupa żmudzkiego Jana Łopatyńskiego, a potem do wileńskich kanoników: Mikołaja Tyszkiewicza i Ignacego Oskierko, a w końcu do przewodniczącego osobistej jego kancelarii ks. Piotra Toczyłowskiego. Takimi propozycjami nikt nie był zainteresowany, z wyjątkiem kanonika Siestrzencewicza, który zrobił nawet pewne kroki w tym celu, aby jego kandydatura została zauważona.

Biskup wileński rozpoczął złożoną procedurę wydźwignięcia ks. Siestrzencewicza na biskupią godność.  W tym celu zwrócił się do króla Stanisława Augusta, aby kandydaturę kanonika wileńskiego przedstawił protektorowi Rzeczypospolitej przy Stolicy Świętej – kard. D. Albani i zaręczył się także potrzebną pomocą u nuncjusza apostolskiego D. Garampi. Oprócztegobp. Massalski napisał własnoręczny list (20 luty 1773 r.) do papieża Klemensa XIV, w którym prosił go o błogosławieństwo na konsekrację biskupią ks. Siestrzencewicza. W dniu 14 czerwca 1773 r. bp. Massalski powołał go na swojego generalnego wikariusza dla tych ziem, które z jego diecezji znalazły się pod panowaniem rosyjskim. Miesiąc zaś później (12 czerwca) nuncjusz G. Garampli w imieniu papież Piusa VI oznajmił o przyznaniu ks. Siestrzencewiczowi godności biskupiej tytularnej (Mallo in partibus infidelium) i o jego naznaczeniu białoruskim biskupem-sufraganem biskupa wileńskiego. Konsekracja biskupia kanonika Siestrzencewicza odbyła się 3 października 1773 r. w kościele katedralnym w Wilnie.

Miesiąc później (1 listopad 1773 r.) bp. Siestrzencewicz udał się do Petersburgu, aby tam pokazać swoje pełnomocnictwa i przedstawić uzgodniony z nuncjuszem i biskupem wileńskim plan dotyczący organizacji diecezji. Wszystkie jednak oficjalne propozycje składane przez bp. Siestrzencewicza zostały przez Katarzynę II odrzucone.  Nowomianowany biskup widząc swoją ciężką sytuację i trudną rolę do wypełnienia, a także nieustępliwość cesarzowej, zaczął przenikać w jej intencje i rozpoczął prowadzić indywidualną grę. Począł przedstawiać stronie rządowej swoje propozycje nieuzgodnione wcześniej, ani ze swoim biskupem, ani z nuncjuszem i zaczął iść na nieuzgodnione kompromisy. W końcu bp. Siestrzencewicz skapitulował (zapewne też został kupiony prezentami i różnymi obietnicami), tak że zaczął lawirować i prowadzić podwójną grę. Jedną w stosunku do bp. Massalskiego i nuncjusza, a drugą w stosunku do petersburskiego dworu.

Biskup „białoruski” Katarzyny II

W dniu 22 listopada (3 grudnia) 1773 r. Katarzyna II podpisała imienny dekret, w którym naznaczała biskupem białoruskim kościołów katolickich ze stolicą w Mohylewie Stanisława Siestrzencewicza-Bohusza. Sam bp. Siestrzencewicz udawał, że swoje naznaczenie było tylko deklaracją cesarzowej i niczym więcej. Starał się, aby ta jego nominacja cesarzowej była oficjalnie potwierdzona przez Stolicę Świętą. Papież Klemens XIV, który nie chciał zaogniać  impasu w relacjach z Katarzyną II przyjął salomonowe rozwiązanie (20 luty 1774 r.), aby dać bp. Siestrzencewiczowi tylko kanoniczne pełnomocnictwa dla kierowania Kościołem katolickim w całym rosyjskim imperium. Przy czym nie przyznawał go w charakterze białoruskiego biskupa. Ta decyzja papieża nie spodobała się jednak niektórym biskupom i dlatego nuncjusz G. Garampi postanowił utrzymywać ja do czasu w tajemnicy.  

W ten sposób bp. Siestrzencewicz rozpoczynał swoje rządy w Rosji w niezbyt kanoniczny sposób, co ciągle prowadziło do różnych konfliktów wśród duchowieństwa i zakonników.  Były to długie jego rządy (53 lata), a zarazem bardzo bolesne dla Stolicy Świętej, która szukając ciągle kompromisu z władzą carską musiała jej ustępować i zatwierdzać to, co jeszcze można było aprobować. Z tego kompromisu między Stolicą Apostolską i rządem rosyjskim wyłoniła się w 1783 r. największa archidiecezja na świecie - archidiecezja mohylewska,  na czele której stanął  abp. Stanisław Siestrzencewicz-Bohusz.

Ale ta historia nie wchodzi już w zakres tego artykułu.  Co było dalej można dowiedzieć się z nr 29 „Nasz Kraj” (marzec 2008).

Umarł abp. Siestrzencewicz w wieku 96 lat w dniu 1 grudnia 1826 r. w Petersburgu.  Nawet w tym wieku cieszył się bardzo dobrym zdrowiem, gdyż prowadził zdrowy obraz życia. Pił tylko wodę, a przez 28 lat nie jadł mięsa i tylko po zalecaniu lekarzy w 1798 r. porzucił wegeteriański tryb życia.  Do swoich ostatnich dni odprawiał Mszę św. w kościele św. Katarzyny i udzielał sakramentów świętych.

A że nie przeżył więcej lat było też dziełem przypadku. Zimową porą (koniec listopada) w czasie silnego mrozu metropolita chciał koniecznie spotkać się z cesarzem. Przybył do jego pałacu,  zdjął kożuch i pozostając tylko w sutannie, czekał na pojawienie się Mikołaja I. Cesarz jednak unikał tego spotkania, więc arcybiskup przez kilka godzin czekał na nie bezowocnie. Wrócił do domu już silnie przeziębiony, następnie zachorował i po kilku dniach umarł.   

Został pochowanym w wybudowanym przez siebie kościele św. Stanisława w Petersburgu w dniu 5 grudnia 1826 r.

 ks. Krzysztof Pożarski, Petersburg