O ŚMIERCI KS. WITOLDA IWICKIEGO ROZSTRZELANEGO Z GRUPĄ ZAKŁADNIKÓW W JANOWIE POLESKIM W DNIU  22.01.1943

     Obowiązkiem, każdego historyka, tym bardziej kościelnego powinno być dążenie do prawdy. Otóż pracując w postulaturze beatyfikacji rosyjskich męczenników zainteresowałem się bardziej sprawą śmierci ks. Witolda Iwickiego, który był także proboszczem parafii św. Stanisława w Petersburgu (1918-1920).

     I niestety na podstawie niektórych dokumentów zobaczyłem pewne nieścisłości, których nikt wcześniej nie chciał zauważyć. Co doprowadziło do skażenia historycznej prawdy w wielu wydaniach książkowych i w Internecie.

     Dotyczy to przed wszystkich okoliczności egzekucji ks. Iwickiego. I wcale nie chcę podważać w żaden sposób jego męczeńskiej śmierci. Jednak w dążeniu do prawdy zauważa się poważne nieścisłości. Zaczęto przedstawiać go jako nowego św. Maksymiliana Kolbe, który oddał dobrowolnie życie za bliźniego.  Opierano się przy tym na protokole z dnia 27 czerwca 1967 roku jednego świadka jakim był Jan Pietraszek a przechowywanego w drohiczyńskim archiwum diecezjalnym.

     Otóż w tym protokole daje on świadectwo, że o egzekucji zakładników pińskich rozmawiał z jednym z kurierów Armii Krajowej, który złożył jemu taką relację: „Na rozstrzelanie wieziono czterdziestu Polaków. Już na miejscu, gdzie miała dokonać się egzekucja, jeden z gestapowców oświadczył, że ma rozkaz rozstrzelać 38 zakładników, przeto jako jednemu z dwóch zwalnianych zaproponował to ks. Iwickiemu. Drugiej osoby nie pamiętam. Ks. Prałat Iwicki oświadczył: «odejdę, jeżeli wszystkich Polaków zwolnicie». Wówczas gestapowiec oświadczył, że «do rządzenia to jest on i musi zginąć trzydziestu ośmiu». Wtedy ks. Iwicki wskazał na jednego z zakładników, nazwiska nie pamiętam, lecz zdaje mi się, że był to naczelnik stacji kolejowej w Pińsku. Wskazując na niego, ks. prałat powiedział, że ma on żonę i dzieci i niech on będzie wolny, a ja poniosę śmierć”.

      Łącznik Armii Krajowej, jak zaznacza Jan Pietraszek, sam nie był tego świadkiem, ale wiadomość uzyskał od tych dwojga ludzi zwolnionych. Jestem i byłem moralnie przekonany, że łącznik AK narażając swoje życie dla Ojczyzny, nie mógł kłamać. W owym czasie byłem stałym mieszkańcem Brześcia n/B”.

      I jest to bardzo wątpliwa relacja, zawierająca błędy o których będę mówił niżej, aby jej dowierzać.  

      Otóż w „Wojskowym Przeglądzie Historycznym” za 1966 rok (III kwartał) ukazał się artykuł Cezarego Chlebowskiego, byłego żołnierza Armii Krajowej i cenionego historyka państwa podziemnego „Rozbicie więzienia w Pińsku”. 18.I.1943 (s. 105-133) . W tym artykule autor opisuje dokładny przebieg tych wydarzeń, a także ich tragiczne konsekwencje w postaci zamordowania wziętych zakładników, w tym ks. Witolda Iwickiego. Chciałbym streścić ten artykuł dotyczący wzięcia Niemcami zakładników i ich rozstrzelania.

     Otóż Niemcy obawiając się polskiej partyzantki utworzyli w Pińsku tzw. „Polski Komitet”. W skład którego wchodziło 15 zakładników. Mieli oni być represjonowani, jeśli polscy partyzanci zaczną zbrojnie działać przeciwko Niemcom.  Tak więc zakładnicy mieli troszczyć się sami, aby nie dochodziło do polskiego odwetu w Pińsku. Jeśli on nastąpi, wszyscy mieli zginąć.

     Niestety nie zachowała się pełna lista „Komitetu”. Cezarowi Chlebowskiemu udało się odtworzyć jego niepełny skład. Oto on: ks. Witold Iwicki — prałat katedry w Piń­sku, Felicjan Śliwiński — dyrektor gimnazjum pińskiego przed 1939 г., Bogdan Nowicki — działacz niepodległościowy ze Śląska, Antoni Dąbro­wo — inżynier rolnik, Zygmunt Sułkowski — rolnik, Mieczysław Pa­włowski — pracownik Zarządu Miejskiego, Stefan Chybowski — ogrod­nik, Stefan Trojanowski — urzędnik bankowy, Ludwik Danielkiewic — piekarz, Mieczysław Juchniewicz — dziennikarz, Jan Frydrychowicz — urzędnik skarbowy.

      Członkowie „Komitetu Polskiego” przez kilka dni nie nocowali w domach po rozbiciu przez polskich partyzantów pińskiego więzienia, tym bardziej że niemiecki ksiądz katolicki (o nieustalonym  nazwisku) uprzedził ks. Iwickiego o spodziewanych represjach. Jednak po upływie trzech dni, niektórzy członkowie zaczęli przychodzić do swych rodzin. Dlatego też rankiem 22 stycznia 1943 roku gestapo i niemiecka żandarmeria mogła aresztować większość zakładników z 15. osobowego Komitetu. Tylko trzem jego członkom – Juchniewiczowi, Frydrychowiczowi oraz robot­nikowi portowemu (o nieustalonym nazwisku) udało się uniknąć areszto­wania, a następnie zbiec do radzieckiej partyzantki.

      Oprócz zakładników z „Polskiego Komitetu” Niemcy aresztowali dodatkowo 22 osoby narodowości polskiej, wśród których znaleźli się: dr Stanisław Demecki — lekarz, Marian Kuczek — b. kierownik „Polminu" w Pińsku, Sta­nisław Jabłoński — sierżant 84 pp, Dominik Docnik — rolnik, Michał Wsiewołow (vel Michał Wesel) — b. administrator majątku Skirmunda z Koszewicz, Grochowski, St. Byczkowski, inż. Mikulski, Paszek, Jabłoń­ski, leśniczy Luge, Stanisław Sikorski — st. sierżant 84 pp, Leon Paszkie­wicz— zawiadowca stacji kolejowej w Pińsku, Tomasz Czerwiakowski— st. sier­żant 84 pp, Janiszewski — b. inspektor szkolny, Grzechnik — b. komornik.  

     22 stycznia1943 rokuo godz. 10 rano 34 zakładników (12 z „Polskiego Komitetu” + 22 osoby dodatkowo aresztowane) przywieziono na stary cmentarz żydowski do Janowa Poleskiego.

     I teraz najważniejsza sprawa, zachował się opis egzekucji samego Leona Paszkiewi­cza (za którego miał podobno dobrowolnie umrzeć ks. Iwicki).  Opisuje on przebieg kaźni w liście z dnia 5 kwietnia 1946 r. napisanym do żony rozstrzelanego wtedy inż. Antoniego Dąbrowo: „Gdy nas zabrano z mieszkań w dniu 22 stycznia 1943 roku,o godzinie 10. byliśmy już w Janowie i staliśmy nad dołem, a było nas 34 ludzi. Przed wykonaniem wy­roku policzono nas, a gdy stwierdzono, że jest nas 34, wówczas jeden z Niemców powiedział, że sąd polowy skazał tylko trzydziestu. Ja stałem czwarty od dołu, a gdzie śp. Mąż Pani stał, tego nie przypominam. Zrządzeniem Opatrzności Boskiej, podchodzi jeden z Niemców i na wyrywki wyprowadza, a raczej wyciąga, nas czte­rech z dwuszeregu skazańców. Wszyscy staliśmy z związanymi rękami, drutem, do tyłu. Gdy nas wyciągnęli z szeregu i ustawili na jeden krok od reszty skazańców, wykonali wyrok na tych ostatnich. I tak zginęli bohaterowie niewinni, zamordowani przez zbirów niemieckich”.

     Obok Leona Paszkiewicza (zawiadowcy stacji kolejowej w Pińsku) w czteroosobowej grupie ułaskawionych znaleźli się także Sikorski, Luge i Czerwiakowski, a więc osoby z grupy osób dodatkowo aresztowanych.

     W tym samym dniu na ulicach Pińska pojawiło się ogłoszenie (afisza) w języku niemieckim i białoruskim o tym, że „W dniu 18 stycznia 1943 roku w haniebny sposób polskimi aktywistami byli zamordowani starszy wachmistrz Hellinger i wachmistrz Zollner. Odpłatą za to było rozstrzelanie 30. polskich zakładników”. Podpisał „Okręgowy komisarz Klein”.

     I co wynika teraz z porównania tych dwóch relacji. Jednej Jana Pietraszki (z opowiadania innych) – i uczestnika samej egzekucji – Leona Paszkiewicza.

  1. Nie zgadza się ilość rozstrzelanych zakładników. Było ich dokładnie trzydziestu, gdyż mówił o tym niemiecki komunikat. I sam Paszkiewicz to potwierdza.

  2. Nie zgadza się ilość uwolnionych zakładników. Było ich czterech a nie dwóch, znamy przy tym ich nazwiska.

  3. Wydaje się, że były niemożliwe słowa i pragnienie ks. Iwieckiego, że chce on umrzeć za zawiadowcę stacji kolejowej w Pińsku, gdyż Niemcy wypuścili czterech zakładników z grupy dodatkowo aresztowanych. Taka historia nie miała miejsca. Niemcy nie chcieli wypuści nikogo z „Polskiego Komitetu”, gdyż oni od samego początku byli wszyscy przeznaczeni do likwidacji.

  4. W liście Paszkiewicza nie ma żadnej wzmianki o heroizmie ks. Iwickiego. Wszyscy zakądnicy zostali od razu w tym samym dniu po aresztowaniu przywiezieni z Pińska do Janowa (40 km) . Postawiono ich po 17 w dwuszeregu. Skazańcy byli zawsze razem.

  5. Dlatego też wydaje się niemożliwym, aby zawiadowca stacji, milczał o swoim wybawcy, który ponoć według relacji Pietraszki miał umrzeć za jego rodzinę. Widać nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło podczas egzekucji, dlatego też Leon Paszkiewicz żyjąc już po 1945 roku w Polsce nic o tym nie mówił.  Tym bardziej, że coraz głośniejszą sprawą była dobrowolna ofiara z życia polskiego franciszkanina w Oświęcimiu – o. Maksymiliana Kolbe.

         Być może, o czym czasami się pisze, że w ciągu kilku porannych godzin w dniu 22 stycznia, zanim zebrano wystarczając liczbę zakładników w mieście, zamykano ich w celi więzienia pińskiego. Wówczas ks. Iwicki mógł rzeczywiście spowiadać współwięźniów, za co dotkliwie został pobity przez niemieckiego strażnika.

         Taka jest o to prawda na dzień dzisiejszy o męczeństwie ks. Witolda Iwickiego, który mimo wszystko na swym duszpasterskim stanowisku wytrwał do końca, Tym samym złożył piękne świadectwo swojej chrześcijańskiej wiary. A, że mogło być jeszcze piękniej, nie wychodzi, gdyż „poznacie Prawdę a Prawda was wyzwoli”.  Może być, jeszcze gdzieś zostaną odnalezione jakieś wiarygodne wspomnienia, wtenczas z całą przyjemnością skoryguję ten artykuł.

    Ks. Krzysztof Pożarski

    Sankt Petersburg, 03.08.2017